#60 Dawn at dawn

Muszę się do czegoś przyznać… Bardzo lubię spać. Niekiedy aż za bardzo…
Jednakże są czasem takie momenty, w których warto podnieść się z łóżka o 03:15… Mimo weekendu i z bólem serca. Ponieważ, gdy podchodzę do okna, spoglądam z góry na swoje miejsce parkingowe i zaparkowanego tyłem, gotowego do wyjazdu czarnego jak noc wokół, Rolls-Royce’a. Cabrio połyskujące chromami w świetle lamp, czeka aż skończę prysznic i zjadę windą. On, podobnie jak i ja, niecierpliwi się myślą o nadchodzącym poranku. Ciepłym, słonecznym. Spędzonym w naprawdę magicznej atmosferze.

Już pół godziny później obydwoje suniemy trójmiejską obwodnicą w rytm ponurego, ciężkiego bitu Czarnego HiFi. Wiatr targa włosy. Kierunek – wchodząca łuna słońca. Podążamy w miejsce, w którym poranek spotyka się z nocą, niebo spotyka się z morzem, a nasza Spirit of Ecstasy pozna piękno polskiego Bałtyku.

Czemu otwarta wersja wspaniałego Wrighta nazywa się właśnie tak? Chyba znaleźliśmy odpowiedź… Doświadczając dokładnie tego, co wymyśliła i założyła w swojej koncepcji osoba, która właśnie tak, a nie inaczej nazwała kabriolet z figurką pochylonej damy. Świt nad brzegiem klifu podziwiany bez dachu na głową z perspektywy długiej jak lotniskowiec maski Dawna. Nawet w tej specjalnej edycji „Inspired by Music” 18-kanałowy system Bespoke Audio musi ustąpić miejsca delikatnemu szumowi morza w koncercie „na żywo” przy akompaniamencie chóru porannych ptaków.

I wszystko to na naszym polskim podwórku.
Tak tylko, gdyby ktoś miał wątpliwości, co do możliwości przeżycia niesamowitych chwil i istnienia pięknych miejsc w granicach naszego kraju.

ROADFLAVOR by T.S.