#56 Gad

Nie ukrywam. Od samego początku, od momentu premiery wizjonerskiego LF-LC w styczniu 2012 roku, koncepcja tego auta chwyciła mnie za serce. Później ścisnęła jeszcze mocniej za sprawą ukazania się na targach w Detroit seryjnego, zachowanego praktycznie w niezmiennej formie, modelu LC. Aż w końcu teraz, dokładnie dwa lata później, w chłodny styczniowy poranek najlepszy twór Lexusaz tych aktualnie dostępnych na rynku ostatecznie rozgrzał moje serce do tropikalnej czerwoności…

Mając przed sobą auto tak piękne, tak mocne i tak komfortowe, wizja czekających nas wspólnych setek kilometrów w nachodzącym tygodniu motywuje do życia jak nic innego. Uwielbiam klimat eleganckich Gran Turismo. Ich moc i potencjał w otoczce spokoju i dystyngowania. Gdy trzeba urwać godzinę na autostradzie, niska i szeroka sylwetka oraz kocie światła gwarantują nam czysty lewy pas i satysfakcjonującą prędkość przelotową. Lecz gdy czas nie goni, dajemy ludziom wokół radość podziwiania genialnej bryły LC500 tocząc się spokojnie po mieście lub płynąć prawym pasem stołecznej obwodnicy.

W autach GT najważniejsze jest to poczucie wolności, swobody. Stwierdzę, że w poniedziałkowy poranek nagle zechcę uciec od styczniowego, warszawskiego smogu? Proszę bardzo. Dwa albumy muzyczne dalej… spontanicznie, z zawrotną prędkością i całkowicie komfortowo przekraczamy granicę województwa mazowieckiego.

Zaczyna się zabawa.

Lokalne drogi najniższych kategorii wijące się między jeziorami, przecinające lasy i pola. Tryb SPORT+ zaczyna zdradzać sens swojego istnienia. Aktualne problemy znikają topiąc się w dźwięku 5-litrowej V-ósemki, a smutki zwiewają i gubią na zakrętach, które my, siedząc w LC500, wartko pokonujemy dzięki perfekcyjnemu zawieszeniu.

Cel? Dojechać na sam czubeczek półwyspu wdzierającego się najbliżej środka największego polskiego zbiornika wodnego. Jeziora Śniardwy.

Gran Turismo radzi sobie nawet na nieutwardzonych drogach, tak aby bezproblemowo zawieźć nas na miejsce. W Ferrari 488 byłoby to niemożliwe…

Majestat największego z mazurskich jezior i majestat najdostojniejszego z japońskich samochodów spotkały się w jednym miejscu. To, że awangardowy design Lexusa LC500 świetnie prezentuje się pod nowoczesnym biurowcem oraz na podjeździe klasycystycznej opery – sprawdzone i wiadome…

Natomiast na łonie pustej, skutej siarczystym mrozem natury przypomina mitycznego gada. Legendarnego potwora wyłaniającego się z dnia jeziora, który pełźnie na wzgórze badając sobie drogę przeszywającym, świetlistym spojrzeniem.

Design tego auta… styl, wnętrze, materiały, wykończenie, dźwięk, silnik, skrzynia biegów… (uff, muszę złapać dech) Tak można by wymieniać bez końca… Z całkowicie czystym sumieniem: To pierwsze takie auto, w którym mając za sobą przejechane 1200 km zrobione jednego dnia na południu polski, nie ma zmęczenia ani myśli by na wysokości Łodzi zjechać z powrotem na A2 w kierunku Warszawy. Wręcz przeciwnie. Nachalnie wybrzmiewa głos mówiący w głownie: „W sumie… skoczyłbym sobie jeszcze A1 do Gdańska”. To jest właśnie definicja perfekcyjnego Gran Turismo.

by T.S.